— Stare rachunki mam z tym duchem, który mi dziecko wziął i stracił. Stare rachunki dziś wyrównam w duchu — i z duchem...
A ciotki do mnie:
— Ty go wstrzymaj. Ty wpływ na niego masz ogromny. Przemów do niego głosem dziecka, bo coś strasznego ojciec zrobi.
Ja zaś ubranko aksamitne z kryzą przy szyi grzecznie wdziewam i opuściwszy oczka mówię:
— Dziadunio zawsze wie, co robi.
Czeka już powóz, lśnią latarnie. Dubiel w liberii z guzem srebrnym, w kaszkiecie z daszkiem, w rękawiczkach. I trzęsą łbami czarne smoki.
— W górę — zakrzyknął dziadek — duchem! Przed główne wejście magistratu!
Godziny cztery my czekali, aż nas przyjęto w komitecie do spraw pogrzebu. Panów tłum w czerni i w białych kołnierzykach, kilku księży, rabin z brodą, cała gromada oficerów — w szaserach62 i przy szablach wszyscy — na koniec policyjne szarże, błyszczące srebrem na ramionach.
Dziadek wyłożył w prostych słowach swoje zamiary. Rzekł:
— Panowie. Właściciel jestem firmy, która od z górą stu lat, przez dziadka mego założona, służy miastu...