I z pokoju wyszedł, kaloszami człapiąc, pochylony. Bliźniaczki krótko zaszlochały, w dłoniach twarze ukrywszy.


Dubiela zastałem w stajni, kantar24 czyścił, na kola­nach go trzymając, jakby lirę.

— Dubielu — zawołałem — co to znaczą słowa dziadka: niech mi dziecko zwróci — on, wiesz kto...

Dubiel ramionami ruszył.

— Ja tam nie wiem — rzekł niechętnie.

— Musisz wiedzieć — zakrzyknąłem.

— Umrzeć muszę — odparł stróż — i o stajnię mieć staranie. Słuchać, co pan mówi, muszę, czasem wypić kieliszeczek, przespać się i na noc spuścić psy. Ot, co muszę.

— A ja muszę wiedzieć, skąd się na tym świecie wziąłem.

— Ty? Zwyczajnie — jako każdy z nas. Ktoś cię znalazł i odchuchał, nadał imię, ubrał, no i chodzisz.