— Komplikacja...

— Kłopot taki...

— Niepo, tego, rozumienie...

— Przepraszamy.

— Wyjaśnimy.

— To na razie — dobrej nocy państwu życzę.

I znowu za oknami „szwaaaa... marsz!” rotmistrz krzyknął, ulewa kopyt na bruk spadła, poszły iskry, gdy na tramwajowych szynach pośliznął się podkuty koń; w sinym świetle konie przeszły smugą bladą — błękitno-malinową smugą jak ta, którą o zachodzie słońca widać nad Kościuszki kopcem; metalowe błyski trysnęły z ciemności, śpiące kadłuby pochyliły się nad grzebieniami czarnych grzyw.

— Spać, spać, i zamykać bramę, story spuścić, zga­sić światła...


Błonia we wrześniu w roku owym...