— No? Pomyśl dobrze i nic nie kryj. Wszak jestem twoim przyjacielem.
— Panie doktorze — głos mi zadrżał.
— Słucham, dziecko.
— Mam taki sen, o którym nigdy nie mówiłem — nawet sobie samemu, jak gdybym go chciał skryć gdzieś głębiej, zepchnąć jakby na dno samo.
— O, właśnie — zatarł ręce doktór, a mnie zwilgotniały oczy, bom nagle pojął me cierpienie i to, że mówiąc ulżę sobie:
— Śni mi się jakaś — jakby — bliskość.
— Ciemna?
— Bardzo ciemna i wielka.
— Chmura?
— Nie wiem. Może być chmura, woda, cień czy zwierzę wielkie, lub osoba.