— Dużo ich było? — spytał sędzia.

— Panie! Chmara! — wykrzyknął świadek. — Ja wtedy... Coś się wtedy stało ze mną... sam nie wiem, jak to było... Mówiłem przedtem, że się wznoszę troszkę do góry, gdy posłyszę podkutych butów stuk miarowy — wrażliwy jestem — ale wtedy to samo stało się na widok tej chmury...

— Jakiej chmury? — skrzywił się sędzia.

— Chmary, mówię, czyli gromady, tłumu, fali!

— Panie!

— Przepraszam, jeszcze płonę na to wspomnienie lotu.

— Co pan?!

— Leciałem jak na skrzydłach z nimi.

— Świadka widziano z karabinem — wtrącił gwał­townie prokurator — jak do żołnierzy strzelał, okna rozbijał kolbą — podważam zatem wartość tych ze­znań!

— Niech pan mówi: kto strzelił pierwszy?