— Nie strzelał. Tłum, milcząc, poskramiał.

— A tłum?

— Walką rozszalały nie przyjął wezwania. Strze­lono raz — dwa, jakby drażniąc olbrzyma. Gdy mil­czenia nie przerwał — ruszono...

— I bez strzału wrogowi zdano czołg, który imie­niem Marszałka, Wodza Narodu, Ojca Armii zwany, symbolem był miłości, jaką naród żywi dla tego, co go do historii rozbudził, z niewoli wskrzeszając — bez strzału? — zawołał prokurator.

A potem, kiedy świadek milczał smutno, przedsta­wiciel państwa podniósł dłoń i skończył.

— Więcej pytań nie mam. Następny, proszę.


Tu ja wkroczę.

Nad gazetami dziadek ślęczał, które znoszono mu co rano, i sprawozdania wszystkie czytał, paszkwile, polemiki, mowy, które płynęły rzeką druku przez lata po tej rewolucji, co ją „krakowską” nazywano.

Kiedy się czyta pamiętniki wcześniej ode mnie uro­dzonych, szczęśliwszych dzieci, ich lekturą były „Dzwoneczki”, „Pszczółki”, „Słonka” lub „Illustracye” staroświeckie: długie kominy lokomotyw jak sa­mowary ozdobione ornamentami; wystawy dalii, które inauguruje cesarz z małżonką — cesarz z bródką i cesarzowa z długim trenem, którego każdy fałd i frędzel odrysowany cienkim piórkiem pobudza po­dziw dla precyzji i cierpliwości epok dawnych. Da­leko — wojny egzotyczne toczą się pośród plemion dzikich z wojskami, które w krótkich gatkach albo w spódniczkach, w hełmach z korka, niosą kulturę w głąb pustyni. Co się kraju tyczy, włościanie i rze­mieślnicy związki tworzą, aby oświatę propagować, zwalczać złe wpływy i pijaństwo. „Módl się i pracuj hasłem będzie przyszłej epoki” — głosi tytuł czcionką ozdobną drukowany, w winietce z kwiatów, w orna­mencie pługów i młotów, słońc i krzyżów, i olbrzym z jaśniejącą twarzą, w zgrzebnej koszuli, ale czys­ty, patrzy z nadzieją w lepsze jutro, kobietę mając obok siebie zacną, choć prostą, oraz dziatek całą gro­madę.