— My kilka pytań zadać chcemy...

— Służba nas zmusza — twarda ona — chociaż mundurów nie nosimy, żołnierze my są...

— A więc, panie — jak pana tytułować mamy?

Dziadek milczał i tylko kapeć raz po raz tupał mi przed nosem. A ja żołnierzy musztrowałem, uważnie nastawiając ucha.

— A więc pan, panie właścicielu, ma syna?

— Miałem — bąknął.

— A cóż się stało z chłopcem złego?

— Na wojnie zginął.

— Z czyjej strony?

— Z niczyjej, panie. Sam pozostał, kiedy mu utknął koń w bagnisku. Odeszli jedni, drudzy się jeszcze ociągali. Między frontami, w pustce zginął. A mundur? Polski. Czako miał na łbie z białym orłem, ale je zgubił, powiadają, w tym grzęzawisku...