Machiavelli: „Sam zresztą przychylałem się do tej opinii. Ponieważ jednak nasza wolna wola wcale nie została unicestwiona, sądzę, że los roz­strzyga o mniej więcej połowie naszych działań, podczas gdy połowa druga, a w każdym razie po­ważna jej część, zależy od nas samych”.

Napoleon: „Święty Augustyn nie lepiej rozumował o wolnej woli. Moja wolna wola ujarzmiła Europę i Naturę”.

Machiavelli: „Porównuję go [Los — przyp. A.K.] do rwącej rzeki, która gdy się rozgniewa...”.

Napoleon: „Ten Los do mnie należy: Los to ja sam”.

Machiavelli: „...zalewa równiny, przewraca drzewa i budynki, porywa ziemię z jednego miej­sca, by ją przenieść na drugie. Każdy przed nią ucieka, wszyscy ustępują przed jej gniewem, nie mogąc mu się oprzeć. A jednak, chociaż straszna jest jej siła, zdarza się czasem, że ludzie, korzysta­jąc z czasów spokojnych, zabezpieczają się przed nią, budując tamy i wały...”.

Napoleon: „Nie zostawię im na to ani czasu, ani środków”. (Cesarstwo)

Machiavelli: „...tak, że gdy ona znowu wzbie­rze, będzie zmuszona spłynąć kanałem albo przy­najmniej jej spływ nie będzie tak samowolny i tak szkodliwy”.

Napoleon: „Mój Los nie da się tak poskromić”. (Cesarstwo)

Machiavelli: „Los uderza z siłą tylko wtedy, gdy napotka ducha i charakter zdolne mu się przeciwstawić; a gdy je napotka, odwraca się w in­ną stronę, gdzie nawet murów obronnych nie przy­gotowano, i tam szaleje”.

I tak dalej. Już nie bardzo wiadomo, czego to przenośnią jest owa rzeka: losu czy charakteru, i czy los uderza mocniej w tych, co mu się opiera­ją, czy też przeciwnie, ich właśnie oszczędza... Już sam temat był niebezpieczny z punktu widzenia legitymizmu, a dla romantyków, uzurpatorów, podniecający. Pamiętać trzeba o tym, że ruch roman­tyczny rodzi się w dobie porewolucyjnej i ponapoleońskiej reakcji, w epoce ustalania w Europie po­rządku politycznego, który na stulecia miał jej zapewnić pokój we wszystkich dziedzinach: pokój między narodami, ponieważ ich sprawy wzięły w swe ręce mocarstwa, i równo, proporcjonalnie do siły, podzieliły sfery wpływów; pokój społeczny, ponieważ prawodawcy, administratorzy i policmaj­strzy konflikty klas zgasili siłą prawa i prawem siły; pokój sumień, dusz, umysłów, ponieważ cały aparat konserwatyzmu religijnego i wychowaw­czego, naukowego i literackiego, użyty został do uspokojenia wzburzonej Europy. Od Atlantyku po Ural rozciągnęła się jednomyślność dworów, ga­binetów, akademii, konsystorzy i cyrkułów policyj­nych; „Święte Przymierze” było systemem uniwer­salnym i totalnym — uniwersalnym, bo obejmu­jącym cały ówczesny świat cywilizowany, i total­nym, bo sięgającym od traktatów między państwa­mi po elementarze. Trwał równo sto lat — od Kon­gresu Wiedeńskiego do Wojny Światowej, chociaż pękał od samego początku i zdawał się z dnia na dzień rozlatywać. Romantycy byli pierwszym po­koleniem, które doznało jego ciężaru, a zarazem nie doświadczyło jeszcze żadnych nadziei na jego roz­bicie i nie korzystało z żadnych jego dobrodziejstw (bo przecież te dobrodziejstwa z czasem przyszły, w postaci dobrobytu i stabilizacji...).