„Trzy dni brnęliśmy przez gęste opary,

szron kleił oczy i mroził oddechy,

choć słońce stało tuż za ścianą bieli.

Szliśmy po grani, a potem po tęczy

niby na nartach wprost na łeb na szyję

przez strugi blasku zjeżdżaliśmy chyżo

w szyby powietrza, by upaść za chwilę

w kołdry ze śniegu, co kaleczą ręce.

«Poznaj fizykę tych kopalni wiatru»,

rzekł Mistrz, wylazłszy spod białego puchu,