wskoczyłem nawet w ślub nucąc epitalamia.

Zacząłem nawet ćwiczyć: biegi, pompki, sprężyny —

i żadnych nadużyć na niewczesny umór.

To dni były na umór, a każdy sen wściekły

po aurze przywidzeń i zawrocie zmysłów

jak wielki napad na powierzchnię ziemi,

kołatanie ciała, żeby wejść w zimową kwaterę.

I goniłem w piętkę, traciłem wysokość,

gubiłem krok i miarę, i traciłem oddech —

zgubna poriomania, szalone podróże —