nie z Bordeaux do Nűrtingen, ale zawsze.

Ziemia pod stopami wszędzie taka miękka —

czułem, że stopy grzęzną w niej po kostki.

A w nocy — łóżko było jak zapadnia

i bez szmeru usuwało się spod ciała.

Później luki w pamięci, zapatrzenia w okno —

tam mała dziewczynka w bloku naprzeciwko

uśmiecha się z żyletką pomiędzy zębami.

Myślę o jej chłodnych pocałunkach.