prześlizgnąwszy się nad smugą kolorowych świateł

wyznaczających pas ku ciszy i snom.

Milkną maszyny, noc wstaje z palcem na ustach,

noc św. Bartłomieja, albo inna noc,

o której będzie głośno tak jak jest głośno

po codziennej katastrofie, kiedy ludzie i mrówki

biegają bezładnie, skandując sensacyjne wieści

szyframi, z których kpi zaraz zlekceważony

wrak — nierealny jak pożar widziany w dzieciństwie.

Dzień miękko siada w mroku