w którym migocze coś jak szybki cień uśmiechu,

przedsmak śmiechu Virginie, który Paul poczuje

niby kostkę lodu drgającą na brzuchu. I pragnę

zanurzyć się w tej folie lucide1, chcę doznać

vertige de l’hyperbole2, commotio

vel fluctus3. Tu jest po prostu ciągły przeciąg wody,

pęd i w zasadzie brak gruntu pod stopami,

choć niby jest to „w zasadzie”, a zatem i tutaj

można by balansować — na wstęgach wody, w zamieci?

Ale nie wolno zjeżdżać głową w dół. To nogi