jakby przez błękitną skakankę czasu albo naprężoną

gumę rozpiętą na łydkach tych dwóch ratowniczek

stojących na brzegach basenu. Tu są megafony

(wszystko jest pozorem, radością momentu,

pożarem monumentu i szczęściem spadania)

i gwar, i te okrzyki wow i oh, boy zewsząd,

ciała prędkie jak rtęć i piękne nimfetki

niby tak zajęte sobą a przecież zawsze

znajdujące odpowiednią chwilę, żeby obrzucić

mężczyzn jakimś niezupełnie niewinnym spojrzeniem,