w błękitne przestrzenie ozonu.

Nasze uśmiechy lecą w złote tło wieczoru,

nasze rozkazy śpią pod kopertami zegarków.

Płoniemy cicho jak torf.

Czas i pieniądz

Dzień stanął w mglistym cieple

Pisk dzieci w żeliwnej wodzie

Zgrzyt rozochoconych łóżek w suchych portach

Przeglądamy się w krótkich kałużach

Z rogami lamp na czubkach głów