— Nie byliśmy w żadnej partii. My nikogo specjalnie nie zabijamy, tylko jak nam kto przeszkadza.

— Wedle czego jak przeszkadza?

— Jak przeszkadza żyć. Każdy ma prawo żyć. Ot, na przykład, idzie ten człowiek głodny, wchodzi do sklepu, przywita się i weźmie sobie choćby kiełbasę. Rzeźnik woła: płać! A ja jemu: nie, głodny jestem, więc biorę. On mnie za łeb, a ja go po łbie. Narobią krzyku, przyjdzie policja, a my do policji. To jest proste. Jakby tak wszyscy robili, toby się wnet świat naprawił.

— No, z głodu niech ta będzie. Ale na tego kupca po co było?

— Kupiec miał przy sobie duże pieniądze, myśmy to zawczasu wiedzieli. Uradziliśmy za te pieniądze rok przeżyć we trzech spokojnie, bośmy się już zanadto zmordowali.

— Spokojnie? Jakże to?...

— Tak, jak ludzie żyją. Burżujowi wolno nic nie robić całe życie od małego dziecka, a człowiekowi ani nawet jednego roku? My chcieli jechać do Wiednia odpocząć i wydać taką książkę agitacyjną. Tam mamy swojego towarzysza pisarza i paru znajomych.

— I zabraliście te pieniądze?

— Cztery tysiące osiemset rubli.

— Oj oj oj!