— Tak jest.

— Zły interes zrobiłeś na moim uwolnieniu. Pewnieś się spodziewał, że pójdę na stryk.

— Ubliżasz mi. Ani wiesz, że mnie zawdzięczasz życie.

— Co?

— Jednego mojego słowa było dość, żeby cię pogrążyć, a nie zrobiłem tego. Nie zrobiłem, bo jestem uczciwy człowiek! Przez to ty żyjesz.

— Łżesz, jak zawsze. Pisnąłbyś słowo, to pogrążyłbyś mnie, ale i siebie jeszcze lepiej.

— Nie. Mojemu słowu uwierzyliby i nic by mi nie było. Ja teraz jestem na posadzie. Służę w ochranie i mam siedemdziesiąt pięć rubli pensji — prócz kosztów i gratyfikacji...

— Nieosobliwa kariera, jak dla takiego, co się odgrażał, że musi dojść do miliona.

— Poczekajże! Przed pół rokiem wstąpiłem do rewolucyjnej organizacji wojskowej. To jest sprawa, na której zrobię karierę. Wyłapię im — nie licząc różnych inteligentów — oficerów, pułkowników, może generałów... Ja nie zwyczajny „filor”. Mój naczelnik mi obiecuje, że zajdę wysoko, ale ja to wiem i bez niego.

— Nie zmądrzałeś przez ten rok. Zawsze się spodziewasz i nigdy nic nie będziesz miał.