— Przyszłam osobiście odebrać klejnoty koronne, które najjaśniejsza pani powierzyła mu przez osobę zaufaną, choć pochodzenia niskiego. Było to w tych dniach.

— Stanie się zadość rozkazowi najjaśniejszej pani. Ale hrabina zechce może spocząć. Dostrzegam ślady zmęczenia.

— Ani chwili dłużej nie mogę pozostać. Królowa czeka na klejnoty. Królowa czekać nie może — a również ten, który ma być obdarzony — ten tym bardziej.

— Ktoś to bardzo szczęśliwy.

— Łaska królowej jest nieograniczona. Zresztą człowiek ten zasłużył od dawna i nie godzi się kazać mu jeszcze czekać...

— A zatem dzisiaj...

— Nie wiadomo. Tajemnica dworu...

Doktór widział jednak nadzwyczajną bladość na twarzy Kamy i jej oczy, połyskujące niezwykle zza woalki. Była nie sobą. Była nadzwyczajnie piękna.

I ten jej dialog, zaimprowizowany tak ni stąd, ni zowąd.

Ocknął się w nim lekarz.