— Bierze i po sto. To niezły człowiek, ale chyba i wam czas się trochę pomiarkować. Nie te czasy — pieniędzy dziś nie dostaniecie. Bierzcie od tego, co na własnym gruncie siedzi, albo niech za mnie płaci hrabia, któremu ja tenutę wypłacam. Mogę dać korzec żyta i ćwiartkę grochu. Więcej nie dam. Zabijcie mnie, podpalcie, wszystko mi jedno!

Szwagrowie się śmiali życzliwie.

— My byśmy od łaski pana nic nie brali, bo pan wielmożny jest człowiek rzadki. Ale i nad nami jest dozór. „Oni” nam nie darują.

Dzierżawca też się śmiał, bo wiedział, że żadnych „Onych” nie ma.

— To zapłaćcie im za mnie przez przyjaźń!

— O, my by to zawsze robili, ale czy to pan dziedzic od nas przyjmie?

— Oj, draby, draby, źle wy skończycie! Lepiej by wam było po dawnemu konie kraść, to pewniejsze! Na — trzymaj jeden z drugim: trzy ruble! A teraz chodźcie na gumno, to wydam wam ordynarię, diabelskie parobki!...

— Cóż robić? Z panem to człowiek nie ma serca się targować. Pięknie dziękujemy za gościnność i za dobre słowo.

Ideę i organizację „Pięciu mężnych” przywiózł z Białegostoku do Szlamowiec przed dwoma laty ostatni, ocalały z pogromu partii, Izrael Miński, który w Szlamowcach miał rodzinę. Pobity, storturowany, na wpół żywy, przez cudowny zbieg okoliczności uszedł sądu polowego i dowlókł się do miasteczka. Pożył już niedługo, ale przed śmiercią zdołał pozyskać dla swojej idei kilka jednostek. Jeno snać kolby sołdackie uszkodziły przenikliwy rozum straceńca-anarchisty, jeżeli powierzył swoją naukę w takie ręce. Był on bowiem, jak i znana szeroko a krwawo partia „Pięciu mężnych”, z rodu tygrysów — a zastępstwo powierzył jak gdyby szczurom. Dopomógł on jedynie kilku złodziejom do połączenia się w jedną organizację, którzy przedtem działali osobno. Umarł Izrael Miński w ostatniej nędzy, wspominając starych, rozstrzelanych towarzyszy i marząc o czynach odnowionej partii. Została po nim solidarna banda opryszków, która zachowała starą nazwę żydowską, a zresztą niczym, chyba sprytem i siłą, nie wyróżniała się spomiędzy wielu grasujących podówczas po kraju kup bandyckich.

„Pięciu mężnych” było to około dwudziestu dusz złodziejskich — żydowskich i polskich, które we wzorowej zgodzie i bez żadnych antagonizmów rasowych pracowały nad eksploatacją finansową ówczesnych zawiłych stosunków.