— Co, on się wściekł?

— O tym jeszcze pogadamy. Utargować można połowę, albo więcej, bo komuż on to sprzeda?

— Powiada, że ma kupca w Warszawie, co już daje 50 rubli z odstawą. Tylko, powiada, niebezpiecznie taką rzecz wozić, a zresztą naszej partii oni niby dają pierwszeństwo, bo rzecz nasza, a tamci są Żydy — komuniści, a w gruncie pewnie bandyci. Czy łże, tego nie wiem.

— Nie wypada się o taką rzecz targować i jeszcze ze złodziejem.

— Trza pogadać.

— A ona tu jest?

— Powiada, że przywiózł.

— Kto wie, może by i tak oddał.

— Czemu to?

— Odda, jak mu się odbierze. Można mu co dać za fatygę. Rzecz jest nasza, sam to złodziej przyznaje.