— Będą jeszcze złodzieje na partii zarabiać!
— Tylko ten starszy złodziej przymawiał się wyraźnie, że oni honorowi partii zawierzyli, że nigdy oni tak żadnych interesów nie robią, tylko z nami, bo oni szanują partię.
— Honor honorem. My jego też będziem szanować, jak odda dobrowolnie, jak się patrzy. Rzecz i tak jest nasza. Sto rubli się partii przyda na co innego.
Różnie radzili, wreszcie towarzysze powłazili do drugiej, ciemnej izby, żeby wszystko widzieć i słyszeć, a sami nie być widziani, a Weszycki i Walczak wprowadzili dwu gości ze Szlamowiec.
Figiszewski rozejrzał się ciekawie po izbie, zdjął czapkę i przemówił:
— Dobry wieczór, szanowne państwo, którzy tam siedzicie bez światła.
— Dobry wieczór i wam. Tak nam będzie wygodniej...
— Dobrze mówicie, panowie! W takie czasy nie można nieznajomemu dowierzać. Ale ja tu w czystej sprawie...
To mówiąc, pokazał na spory pakunek, obwiązany w płachtę, i położył go uroczyście na stole.
Weszycki usadził gości i zażądał okazania dokumentu. Figiszewski z wielkiego pugilaresu wydobył świstek.