— Nie chciałoby mi się ciebie, chłopcze, gubić, ale jak już chcesz koniecznie, to dostać by się można. W sklepie się o wszystkim można dowiedzieć, bo ludzie sami znoszą. Ale po pierwsze: wszystkich partyjnych, to jest ludzi, jak się patrzy, com ich znał, już powybierali. A po drugie, ci, co jeszcze są, to oni po prawdzie niewiele wiedzą, choć niby do czegoś należą, a po trzecie — dużo jest łajdactwa po rewolucji. Możesz trafić, gdzie nie zechcesz, więc zawsze trzymaj się, a pilnuj się z każdym.
— Mnie by trzeba kogo z bojówki — odważył się wreszcie Weszycki — jeżeli jeszcze jest jaka bojówka... — dodał ze smutkiem.
— Oho — tego ci się zachciało!
Wuj się zląkł, aż pobladł. Potem się tego zawstydził, a następnie zaczął obszernie wykładać siostrzeńcowi swoje racje, zmierzając ku temu, żeby zaraz dzisiaj wracał do domu wieczornym pociągiem.
— Bojówka... Albo ona jest, albo jej nie ma. Jeżeli nie ma, no to nie ma. A jeżeli jest, to ona się już na te czasy tak chowa, że nie tylko my z tobą, ale najsprytniejsze szpicle i prowokatory jej nie wywęszą. Tu już nie ma żadnego gadania. Zrozum to i daj ty sobie spokój! Na takie straszne prześladowania, kiedy ludzi biorą po prostu za nic — oni już musieli się przyczaić, jak należy. Najprędzej powłazili wszyscy do jakiego kuferka, a zostawili tylko jednego, ostatniego, który ich tam zamknął na angielski zatrzask, a klucz schował do kieszeni i pojechał za granicę czekać na lepsze czasy. Jeżeli jeszcze jest bojówka, to tak by właśnie zrobiła!
— A kto strzela szpiclów po ulicy, po knajpach? Sam wuj gadał, że nie ma dnia, żeby nie było po kilka wypadków?
— Kto strzela? Amatorów do strzelania nie brak. A kto oni? Diabli ich wiedzą. Biją szpiclów i tych swoich zdrajców — ale równie dobrze i nas z tobą mogą postrzelić, jak pójdziemy wieczorem na piwo. Wyda się któremu, drugiemu się przywidzi. Giną i ludzie niewinni, a w dodatku jeszcze mają i hańbę na wieczne czasy, bo jak ich ogłoszą w „Kurierze” z imienia i nazwiska, to wszyscy wiedzą, że to były szpicle. Są też takie bojowce, co ich za łajdactwo powyrzucali z partii; są tacy, co się sami zbuntowali i na własną rękę chodzą. Są tacy, co im partia kazała broń oddać, jak rozpuszczoną robotę umniejszali, a oni nie zechcieli i strzylają dalej do stójkowych, do szpiclów, ażeby zaś wyżyć, chodzi poniektóry na komunę. Taki jeden do mnie przychodzi — stary znajomy. Poczciwy to chłopczyna. Włóczy on się z tą maszyną po mieście, skarży się na swoją dolę. Wygnali mnie — powiada — niesłusznie, za to, żem samowolnie bandytę jednego zabił, który się odgrażał w knajpie na naszych. A ja mam na sobie sześć zamachów i nazwisko moje zasypane trzy razy — chodzę za lewym paszportem, do roboty stanąć nie mogę, bo mam przestrzeloną i niezagojoną rękę... Ot — służy sprawie — a żywi się, jak może, taka jego dola. Ile razy przyjdzie, dostanie ode mnie złotówkę, bułkę, chleba, syrek, pół funta wędzonki i paczkę papierosów. To jest moja zapomoga z dobrego serca, ale jest to także jakby podatek. Z takich rzeczy on żyje, a jak kto go z dobrej chęci wesprzeć nie zechce, to on mu z rękawa pokazuje maszyną. Przychodzi raz na tydzień regularnie. Jak nie przyjdzie w który tydzień, to znaczy, że go wzięli, a w takim razie powieszą go na pewno. Takich ja kilku znam, którzy się tułają — szukając tej śmierci po świecie. Ale z takiego ci nic, bo taki sam od partii trzyma się z daleka, a po drugie, taki co dzień może być inszy — dziś strzyla do policji, a jutro chodzi z tą samą policją i zbiera po ulicy swoich dawniejszych towarzyszy. Czasy są podłe i co dzień podlejsze. Wracaj ty, chłopcze, do domu! Co masz za interes? Czy już taki bardzo ważny? Co tam już teraz — teraz się obejdzie...
Weszycki pożałował, że się przed wujem wygadał z bojówką i zaczął starego obchodzić.
— Et, co do bojówki, to mi o to tak bardzo nie chodzi. Chcielim my do związku zawodowego naszą cukrownię wpisać. Podobno tu ma się coś takiego robić.
— To co innego. To robota jawna, uczciwa i jeszcze niedawno dobrze wszystko szło. Znam wielu, co należą, ale teraz wzięli się i do nich. Zamykają te związki jeden po drugim, a jak nie zamykają, to wybierają tych, co rządzą, potem tych, co są wpisani i tak dalej. Potem ich puszczają i znów się zaczyna robota, a potem ich znowu biorą i tak w kółko. Że te ludzie nie powariują, to cud!