Tu zrobiło się starej słabo, zaszumiało jej w uszach i zwisła na ręku u syna. Stasiek zadźwigał ją na łóżko, pocałował ją w rękę, spojrzał na nią i zabrał ze stołu puszkę. Na progu jeszcze przystanął, popatrzał i poszedł.
Na dole zastukał do stancji jednej znajomej, wsadził głowę we drzwi i powiedział:
— Niech no by pani wpadła na ten moment do matki. Coś ją zemgliło. Ja mam strasznie pilny interes partyjny, ani chwili czekać nie mogę. Moja dobra pani Krauzowa!... Aby chwileczkę posiedzieć, póki jej nie minie.
Kiedy widział, że kobiecina poleciała na górę po schodach, zabrał się i poszedł na miasto.
We trzy godziny później przyszła wiadomość, że Staśka wzięli w jednym domu na Piotrkowskiej, że dwuch szpiclów przytym postrzelił, że aresztowali dużo ludzi, szukając jakoby jakiegoś „składu bomb”. Tego ludzie nie wiedzieli, czyli co znaleźli, ale jedni gadali, że miał być zamach na gubernatora wojennego, inni, że na „samego” Poznańskiego, że Stasiek pójdzie pod sąd polowy itd.
Wszyscy w kamienicy żałowali matki, ale nawet najbliższa znajoma, pani Krauzowa, wzbraniała się pójść do starej z tą nowiną.
— Niech ta tę jedną noc jeszcze spokojnie prześpi. Chora jest. Spać ją ułożyłam. Będzie miała czas rano się dowiedzieć. Do czego ma się spieszyć? Oj, Boże miłosierny, cóż to się wyrabia w tym mieście Łodzi?...
Długo czekała Cywikowa na powrót syna. Aż zmęczyła się w niej dusza i zapadła w sen głęboki. Już nie zbudzi skołatanej, obłąkanej duszy ani straszna wiadomość, ani nawet, gdyby się czyniły cuda, powrót niedobrego syna.
Wolno, z trudem, z sapaniem wlókł się pociąg osobowo-towarowy przez całą noc. Dążył od stacji do stacji z wysiłkiem, a czyniło to wrażenie, jak gdyby stał na miejscu lub miał ustać lada chwila. Wierzyło się, że porusza go maszyna parowa, ale zdawało się, że jest zaprzężony w woły. Docierał nareszcie do stacyjki, zanurzonej w ciemnościach, i rozpoczynał rozpaczliwą stójkę. Przesuwano wagony, odczepiano, przyczepiano, wożono nieszczęsnych pasażerów w tył i naprzód, wekslowano, stukano, potrząsano, zgrzytano, sapano, dzwoniono, gwizdano. Nareszcie ruszało wszystko w ciemną noc, wolniusieńko, noga za nogą, do nowego przystanku.