— Już stary. Siwy. Głos ma na wiecu, jak ta trąba. Gada, jak lepiej nie trzeba, tylko za dużo ludziom wymyśla i wypomina. To musi nie jest jenteligent.

— To stary robociarz, zasłużony w partii...

— To to jest — ale sklął nas wszystkich za ten strajk, co go nie było, choć my nie byli winni. Powiada, że chłop, jak zechce, to i bez bibuły wszystko spotrafi41. A po drugie — naszych on nie lubi. Przychodził i też się rozporządza. Ale mu powiedziałem, że do tych spraw jemu nic, bo my wiemy kogo słuchać. Zapowiadał, że jak choć jeden monopol będzie ruszony, to on nas ogłosi za bandytów. A ja na to: jak mnie każą, to ja i was, towarzyszu, ruszę...

— To było już niepotrzebne.

— Ja widzę, że taki, jak on, jest całkiem niepotrzebny.

— A nasze chłopy co robią?

— Cni nam się i tyle. Kazali czekać, to czekamy...

— Tylu was jest, co i było za mnie?

— Jest nowych drugie tyle, a insi są na widoku.

— Jacy? Wszyscy za nich poręczycie?