dojrzały i gorący, i złoty jak twój włos,

i choćby śmierć nie dała, bym wrócił kiedy żyw,

poniosę z twoim kłosem słowiańskich zapach żniw.

To wymarsz Uderzenia...

A jeśli będzie jesień, to kalin pęk mi daj

i tylko mnie nie całuj, i nie broń iść za kraj.

Bo choć mi wrosłaś w serce, karabin w ramię wrósł

i ciebie z karabinem do końca będę niósł.

To wymarsz Uderzenia...

Poniosę nad granice kaliny, kłosy, bzy,