— Specjał! — mówi doktór, przymrużając jedno oko. — Takiego ananasa i na wyspie Maderze nie znajdziesz. Co? Co pan myśli? Jednak... słychać chrapanie. To sam pan aptekarz raczy odpoczywać.

Po chwili aptekarzowa wraca i stawia na ladzie pięć butelek. Dopiero co była w piwnicy i dlatego jest zarumieniona i trochę podniecona.

— Tss — ciszej! — mówi Obtiosow, kiedy przy otwieraniu butelki spadł jej korkociąg. — Niech pani tak nie stuka, bo się mąż obudzi.

— A jeśli się obudzi, to co?

— Śpi tak słodko... śni mu się pani... Za zdrowie pani!

— A przy tym — mówi doktór, któremu odbija się po wodzie selcerskiej — mężowie — to taka nudna rzecz, że dobrze by zrobili, gdyby ciągle spali. Ech, gdyby tak do tej wody trochę winka czerwonego!

— Czego się panu jeszcze zechciało! — śmieje się aptekarzowa.

— Cudownie by było! Szkoda, że w aptekach nie sprzedają spirytualiów! Zresztą... przecież musicie sprzedawać wino, jako lekarstwo. Czy macie vinum gallicum rubrum?

— Mamy.

— Doskonale! Niech go nam pani da!