— Wiem, lecz my jedziemy przecie do Petersburga.
— Do Moskwy jedziemy, zlituj się pan!
— W jaki sposób do Moskwy? — dziwi się nowożeniec.
— Dziwne... Dokąd pan wziął bilet?
— Do Petersburga.
— W takim razie winszuję. Wsiadł pan do niewłaściwego pociągu.
Pół minuty przechodzi w milczeniu. Nowożeniec wstaje i tępym wzrokiem ogarnia całe towarzystwo.
— Tak, tak! — objaśnia Piotr Piotrowicz. — Na stacji Bołogoje po koniaku diabli pana skusili wskoczyć do pociągu, idącego w odwrotnym kierunku.
Iwan Aleksejewicz blednie, chwyta się za głowę i zaczyna szybko biegać po wagonie.
— Ach, ciężki idiota ze mnie! — wyrzeka. — Podlec ze mnie, niech mnie diabli porwą! Co ja teraz zrobię?! Przecież w tamtym pociągu jest żona! Sama jedna... czeka... tęskni... Ach, błazen ze mnie!