— Rozumie się, pan lepiej wie... Myśmy ludzie ciemni... czy my co rozumiemy?
— Wszystko rozumiesz! Kłamiesz, udajesz!
— Po co kłamać? Niech się pan spyta we wsi, jeżeli pan nie wierzy... Bez ciężarka tylko ukleję się łowi; nie ma marniejszej ryby od kiełbia, a i ten nie da się wziąć bez ciężarka.
— Jeszcze o wyrozubie opowiadaj! — uśmiecha się sędzia.
— Wyrozuba u nas nie ma. Zarzucamy wędkę bez ciężarka na powierzchnię — na karpia, ale rzadko bierze.
— No, cicho...
Następuje milczenie. Denis przestępuje z nogi na nogę, patrzy na stół, pokryty zielonym suknem i gwałtownie mruga oczyma, jakby widział nie sukno, lecz słońce. Sędzia śledczy coś prędko pisze.
— Mogę odejść? — pyta Denis po krótkim milczeniu.
— Nie. Muszę cię zaaresztować i odesłać do więzienia.
Denis przestaje mrugać i podniósłszy swe gęste brwi, pytająco patrzy na urzędnika.