— Pani ma na imię Rozaura!...

— Właściwie nie. Ale tak mnie raz nazwała jedna Cyganka...

— Cyganka się nie omyliła. Pani jest Rozaura. W nazwisku pani jest Góra — jest Białość...

— Tak. Nazywam się Białogórska.

— Montalboni. Tak, to była pani. Najpiękniejsza kobieta na ziemi... Pani mnie nie pamięta?

— Ach, nie pamiętam... nie znam pana...

— A przecież ja tak panią kochałem... Obłąkania dostałem przez panią... A potem wtrącono cię do więzienia.

— Mnie? Ależ ja nigdy nie byłam w więzieniu.

— Ferdynand Medyceusz skazał cię na dożywotnie więzienie, na mogiłę za życia... Nałożono ci trupią maskę. Tak — i ta właśnie maska trupia dziś, przy twym nowym narodzeniu — wystąpiła na zewnątrz — i zasłania prawdziwą twoją twarz tak, że nie widać twej utajonej piękności... Maska ją wyżarła...

— Co za osobliwe żarty... Wyznaję, że się lękam pana... Takie okropne rzeczy pan opowiada...