Aż w nim powstała wreszcie ta Ponurość dzika,

Co patrzy w jeden przedmiot — w trumnę przeciwnika,

Kruszy najświętsze węzły w ogniu swego piekła,

Gdy i w najbliższym sercu trucizny dociekła!

Aż w nim powstała wreszcie ta Chciwość szalona

Krwi — krzyku — dzwonów — płomień popsutego łona,

Co domowej niezgody rozpala pochodnię,

I w własnym swoim gnieździe — zbrodnią karze zbrodnię!

Lecz jeśli takie były najwyższe w nim męki,

Zgon najdroższego szczęścia z błogosławieństw ręki —