Te lipy rosochate — starodawne stroje,

Których dla wyobraźni tak przystają kroje;

A kto by widział jeszcze jak jasność i wonie

Męczeńskim wieńcem nagle oblekły im skronie

Oh! może się przenosząc w odleglejsze wieki,

Świetniejsze okolice, kraj sławny, daleki,

Nad brzegami Jordanu, pod palmy drzewiną,

Usiadłby zamyślony z Hebrajską rodziną,

I w spólnictwie niedoli, czując trwogę świętą70,

Poznał — tęż samą rękę, wieczną, niepojętą,