Bo i czapkęś nasunął, i rozpuścił wodze,

A długi tuman kurzu ciągnie się na drodze.

Zapał jakiś rozżarza twojej twarzy śniadość,

I jak światełko w polu błyszczy na niej radość,

Gdy koń, co jak ty, dziki, lecz posłuszny żyje,

Porze6 szumiący wicher wyciągnąwszy szyję.

Umykaj, Czarnomorcu7, z swą mażą8 skrzypiącą,

Bo ci synowie stepu9 twoją sól roztrącą.

A ty, czarna ptaszyno, co każdego witasz,

I krążysz, i zaglądasz, i o coś się pytasz,