Błyśnie — i znów go skryją wiatrem gnane chmury.

Oh! czemuż już nie spocznie twoja głowa siwa?

Tu — na łonie; nie bój się — teraz żal nie spływa,

Jak wtedy, coś w mych rękach usnął zmordowany

I wstał, schylonej córki łzami zapłakany!

Sroga nieszczęść igraszka: — i tak zżółkły parość72

Popsutym karmił sokiem swego dębu starość;

I tak zaparte czucia długim uciśnieniem,

Rwąc tamę mej rozwagi, lały się strumieniem.

Ah! jakże to boleśnie nazad się obrócić,