Na swym bogatym tronie płonęło w zachodzie.

Już jego pełne dziwów nie razi spojrzenie,

Lecz łagodne, widome rozsiewa promienie209;

I w krótkim pożegnaniu, nim w głąb’ się zagrzebie210,

Śmiertelnym oczom patrzyć pozwala na siebie;

Jeszcze — w chwili ostatniej nie znika z pośpiechem,

By wszystkie twory życia napoić uśmiechem211;

Jeszcze wziera przez szyby w mieszkanie człowieka,

Jak wzrok tęsknej Przyjaźni, co w podróż ucieka;

I purpurowe szaty rzuciwszy na chmury,