Ale dajmy na to, że jakiś wyjątkowo zasłużony i mający szczęście urzędnik ćwierć-Izraelita ominął tę Scyllę. To nie koniec. Czeka na niego jeszcze Charybda w formie paragrafu o „politycznie niepewnych”. „Niepewność” polityczna nie jest zależna od przynależności do jakiejś partii (z wyjątkiem komunistycznej), ale od tego, czy urzędnik słowem, na piśmie lub też w ogóle swoją postawą nie sprzeciwiał się odrodzeniu narodowemu, nie szkodził urzędnikom-narodowcom (przy istniejącym głodzie pracy co za okazja do donosów i skarg!). Wstąpienie do któregoś z ugrupowań narodowych po 30 stycznia bieżącego roku nie będzie uważane za usprawiedliwienie. Za kryterium powinno służyć wypowiedzenie się urzędnika w czasie wyborów. Tę sprawę należy — w miarę możliwości — jak najściślej wybadać. Wyżsi urzędnicy powinni być badani surowiej od podwładnych, a dla „żołnierzy frontowych” przy ich badaniu nie powinno się mieć żadnych wyjątkowych względów. Jeżeli nie-Aryjczyk jest uznany za politycznie niepewnego, nie dostaje emerytury; po prostu wydala się go ze służby (co za oszczędność!). A jeżeli jest profesorem, traci w dodatku w ogóle prawo wykładania.
Jak widzimy, wolne i naukowe zawody, bo nawet zawody na wolnym powietrzu, są dla Żydów zamknięte. A propos sportów: wszyscy wiemy, że świetny tenisista Prenn78 nie może reprezentować sportowych barw Rzeszy, ale czego ogół nie wie — o ciężkich kłopotach i targach z własnym aryjskim sumieniem sportowego świata niemieckiego, który dowiedział się niedawno o niearyjskim pochodzeniu drugiej rakiety Niemiec, barona von Cramma79, ale nie ma wprost odwagi wyrzucić go z reprezentacyjnego zespołu.
Lecz powróćmy do nauki i profesorów. A więc Max Liebermann, wieloletni prezes berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych, największy impresjonista, jakiego wydały Niemcy, starzec o niesłychanym osobistym i artystycznym prestiżu, jeden z trzydziestu kilku odznaczonych przez Hindenburga „Orłem”, jedyną odznaką weimarskiej republiki, przyznawaną według osobistego uznania prezydenta, podaje się do dymisji ze względu na panujące stosunki. Nikt nie miał odwagi go ruszyć. On miał jednakże odwagę napisać śmiały i piękny list.
Równie pięknym i przejmującym dokumentem był list rezygnacyjny laureata Nobla, profesora Francka80 z uniwersytetu w Getyndze. Ten wielki uczony walczył na froncie, zdobył Krzyż Żelazny i przez to należał do tych uprzywilejowanych, którzy mogą nadal piastować swoje stanowiska; ale profesor Franck podał się do dymisji, uzasadniając swój krok tym, że nie może służyć krajowi, który nie uznaje jego dzieci za Niemców, lecz tylko za obywateli drugiej klasy, za pariasów.
Wspomniane dwa listy na tle powszechnej uległości niemieckiej, dzięki swej odwadze i szlachetnej formie, nabierają cech zupełnie heroicznych.
Laureatów Nobla pozbawionych dziś stanowisk i możności zarobku jest kilku, ale wspomnę tylko o profesorze Haberze81, gdyż jest to wypadek wyjątkowo znamienny. Ten profesor berlińskiego uniwersytetu położył największe zasługi (używam gotowego zdania) dla ojczyzny jako pionier w fabrykacji gazów trujących podczas Wielkiej Wojny.
Jak dla laureata Nobla, tak dla zwykłego studenta Żyda droga do nauki jest zamknięta. Ma być wprowadzony numerus clausus w proporcji, oczywiście, nie wyższej niż jeden procent. Tymczasem sprawa jest w zawieszeniu. Niektórzy odważniejsi studenci żydowscy, jeżeli nawet nie uczęszczali na wykłady, przynajmniej starali się wykańczać swe roboty w bibliotekach czy laboratoriach; ale i tym ich aryjscy koledzy, poparci wyłącznie prawem kaduka, odbierali legitymacje, dając do zrozumienia, że lepiej nie pokazywać się na terenie uniwersytetu, że sprawy studentów Żydów będą rozpatrzone indywidualnie przez władze i że może na jesieni kilku z nich znowu będzie dopuszczonych.
Jakim Żydom jest stosunkowo najłatwiej dziś żyć w Niemczech? Bezwzględnie bankierom. Z nimi obchodzą się względnie gładko i łagodnie. To samo dotyczy, jak dotychczas, wielkich przemysłowców. Zresztą przemysł niemiecki jest na ogół dziwnie mało żydowski. Czasem w bankach czy towarzystwach ubezpieczeniowych przeniosą Żyda na niższe stanowisko, ale wynagrodzenie pobiera to samo. Bardzo zdziwiła mnie atmosfera panująca w domu ludzi dawno i dobrze mi znanych, Żydów wielkich przemysłowców i sportowców. Jest to wielomilionowa fortuna. Byłem u nich na dużym, wystawnym śniadaniu. Przy stole było trochę rodziny, reszta gości składała się z arystokratów-przemysłowców i arystokratów-sportowców. Dokonaliśmy wszyscy, gospodarze i goście, zupełnego wyczynu towarzyskiego; przez całe śniadanie nie padło ani słowo o polityce, rewolucji, Hitlerze czy antysemityzmie. Jakaś widocznie bardzo nieobyta pani wyrwała się tylko z zapytaniem, czy Querschnitt został zawieszony, i nawet ta, w innych czasach, niewinna uwaga rzuciła pewien chłód na zgromadzenie. Później, kiedy znalazłem się sam na sam z gospodarzem, zadałem mu za dwoma nawrotami pytania proste i niepodstępne, po prostu takie, jakie nasuwa dzisiejsza niemiecka codzienność. Spotkałem się z kompletnym milczeniem, zignorował po prostu moje pytanie — a przecież łączą nas od wielu lat bardzo zażyłe stosunki.
Jak przedstawia się kwestia żydowskiego handlu? Tu sprawa jest niejasna. Jednodniowy, demonstracyjny bojkot skończył się bezwzględną klapą, zaraz nazajutrz sklepy żydowskie pełne były kupujących. Ogólna polityka w tym względzie jest też, zdaje się, niecałkowicie ustalona. Napisy Deutsches Geschäft82 były po ustaniu bojkotu najpierw zabronione, potem znowu dozwolone. W każdym razie dziś bojkot nie istnieje. Co się tyczy personelu, wszystkie wielkie domy handlowe i sklepy spotkały się w początkach rewolucji wprost z terrorem, zmuszaniem do obietnicy wymówienia pracy wszystkim Żydom. Były nawet w tym względzie incydenty dramatyczne. Lepiej zawsze wychodzili ci, którzy wręcz odmawiali. W tym wypadku nie zjawiano się u nich po raz drugi z powtórzeniem żądania. Kończyło się na pogróżkach. W Wahrenhausach83 berlińskich w dalszym ciągu obsługa jest rasowo ogromnie mieszana.
Ale co się dzieje z pieniędzmi wpływającymi do tych kolosalnych przedsiębiorstw i z ich zyskami — o tym krążą różne niesprawdzone przeze mnie wersje. Nawet o prywatnych przedsiębiorstwach mówi się — półurzędowo a demagogicznie, że ich polityka handlowa była fałszywa lub że prowadzone były nieuczciwie. Tkwią też podobno w przedsiębiorstwach handlowych jacyś rządowi czy partyjni panowie, którzy pilnują wykonywania wypłat oraz „reszty”, która pozostaje po wypłacie.