Co do małych sklepików, słyszałem o pewnych, skutecznie wywieranych presjach. Znam na przykład maleńką trafikę tytoniową, obsługiwaną przez żydowskie małżeństwo, gdzie w „kadry personelu” wciśnięto dwóch bezrobotnych i całkiem niepotrzebnych blondynów. Nie jest to jednak przewidziane żadnym rozporządzeniem czy ustawą.

Jakie są widoki dla żydowskich przedsiębiorstw na przyszłość? Można tu oczywiście stawiać tylko hipotezy i to zaopatrzone wieloma znakami zapytania. Ale są pewne dane, według których można sądzić o tym, co będzie. Ogromne firmy żydowskie, jak sklepy Karstadt oraz inne, zostały, jak powiadają, wykupione za pomocą kredytów rządowych przez kapitał aryjski. Przy podobnych transakcjach, które oczywiście są dokonywane w czasie i na warunkach wysoce niekorzystnych dla strony sprzedającej, rząd jakoby po cichutku udziela pewnych ulg co do wywozu sum osiągniętych ze sprzedaży, ufając, że za tę cenę pozbędzie się z kraju inicjatywy żydowskiej. Wielu też „speców” od obecnych stosunków przewiduje możliwość istnienia w przyszłości przedsiębiorstw, których spiritus movens będzie za granicą, zasób kapitału na miejscu minimalny, a zarząd w rękach podstawionych figur.

Ale tymczasem Żydzi w Niemczech jeszcze są. W miniaturowym berlińskim getcie, które składa się zaledwie z kilku ulic, ale może się poszczycić chałatami i jarmułkami, brodami i pejsami, ruch i wygląd ulicy są prawie normalne; tylko wiele kramików jest zamkniętych. Właściciele mogą być jedynie albo w więzieniu, albo w Polsce. W centrum i w Westend na ulicach i w kawiarniach widać wielu Żydów. Prawie tylu, co dawniej. Antysemityzm do mas jeszcze nie przesiąkł. Ale czynniki u władzy agitują, jak mogą. Żadne kłamstwo ani oszczerstwo nie jest dla nich zbyt niskie.

Wchodzę do lokalu pisma „Der Angriff”84 (organ SA). Biuro urządzone nowocześnie, a za ladą obsługuje bardzo porządnie i sympatycznie wyglądający starszy pan. Proszę o książkę, którą znajomi kazali mi koniecznie kupić. Wydana jest nakładem „Angriffu” i nazywa się Die Juden sehen dich an (Żydzi patrzą na ciebie). Jest to dzieło doktora Johanna von Leersa85, obecnego sekretarza niemieckiego Pen Clubu. Zaraz na miejscu przeglądam to kuriozum i mimo woli wzbiera we mnie jakiś nerwowy śmiech. Ulica za oknem, redakcja, w której siedzę, i pan za ladą — wszystko świadczy, że znajduję się w świecie cywilizowanym, a tu nagle ten nieprawdopodobny dokument zdziczenia. Bo książka przedstawiciela obecnych prądów w literaturze niemieckiej jest najstraszniejszym stekiem kłamstw i nieścisłości, plugastw, obelg oraz idiotycznych oskarżeń. Nowaczyński86 niewątpliwie wzoruje się na tych przykładach, ale trzeba przyznać, że nie dorósł jeszcze do nich. Zawartość książki to przede wszystkiem fotografie zaopatrzone nazwiskami, czasem nawet nie tych osób, które przedstawiają. Na przykład pod zdjęciem Jakuba Wassermanna jest podpis „Oskar Wassermann” (jest to znany berliński bankier). W książce tej znajdujemy też i nie-Żydów, jak na przykład Erzbergera87, katolika, polityka centrowego, oraz Piscatora88, znakomitego komunizującego reżysera berlińskiego. Zresztą żeby być sprawiedliwym, należy zaznaczyć, że gdy Piscator doszedł do sławy — Żydzi chętnie się do niego przyznawali. Jeżeli czyjaś pamięć lub ktoś jest partii niemiły, zawsze można mu dać etykietę Żyda — a nuż ktoś uwierzy. Poza fotografiami podane są krótkie, ale „siarczyste” charakterystyki — życiorysy. Ofiary doktora von Leersa podzielono na sześć grup, a więc: Żydów krwiożerczych, Żydów łgarzy, Żydów oszustów, Żydów burzycieli, Żydów w sztuce oraz finansistów żydowskich. Kategorie te są chaotyczne i podane niżej nazwiska są chaotycznie pomiędzy te grupy rozdzielone. A więc najpierw nazwiska „oczywiste”: Róża Luksemburg, Liebknecht89, Bela Kun90, Trocki91, Radek92, Kamieniew93, Zinowiew94, Rakowski95 i Marks. Brakuje na przykład Lenina. Ale potem następuje ciekawsza lista. Reinhardt96, najsławniejszy reżyser Niemiec i Austrii, „zasług nie ma żadnych”. Sztuka jego była z gatunku niższych i bezduszna. Tylko prasa żydowska potrafiła wmówić w społeczeństwo, że to wielki artysta.

Bracia Rotter, dyrektorzy teatrów w Berlinie, którzy zbankrutowali i, jak twierdzi książka, „zarwali” wielu wierzycieli, „znajdują się obecnie w Liechtensteinie”. I tu następuje w nawiasie słowo ungehängt — niepowieszeni. To mówi nam książka wydana w kwietniu. Ale od tego czasu bojówkarze Hitlera, bezprawnie przekroczywszy granicę księstewka, już zdążyli zamordować jednego z braci Rotter. Wyraźny przykład, jak skuteczna jest agitacja.

Po nazwiskach dyrektorów teatrów następuje wyliczenie wszystkich prawie najlepszych sił niemieckiej sceny i ekranu. Więc Elisabeth Bergner97, dobrze znana nam z filmów, jest przedstawiona jako kreatura żydowskiej reklamy filmowej. Osobistych zasług artystycznych nie ma żadnych.

Siegfried Arno98, ścisły odpowiednik Kazimierza Krukowskiego99, otrzymał taką wzmiankę: „Co do gęby, nie można się pomylić. Grywał role żydowskie, w których Żyd był przedstawiony jako nieszkodliwy, śmieszny i uprzejmy, aby w ten sposób uśpić w narodzie niemieckim poczucie rasy”.

Może najbardziej zdumiewającą charakterystyką obdzielono Chaplina. „Ten równie nudny jak wstrętny mały żydłak był w następujący sposób gloryfikowany przez „Izraelitisches Familienblatt”: „Ale Charlie Chaplin, który wciąż przedstawia wiecznie toczącą się wojnę ducha przeciwko przemocy i który broni praw ubogich, wstrząsając w ten sposób całym światem — stał się mitem (Mythos) naszych czasów””. „Te czasy już minęły” — dodaje doktor von Leers.

Skończmy z teatrem i filmem. Więc, oczywiście, jest i Einstein. Teoria względności to nie wiadomo co (i tutaj muszę przyznać rację autorowi: ja też nie wiem). Prasa żydowska i niepodejrzliwy naród niemiecki wysławiali go na wszystkie strony, za co on odwdzięczył się robieniem Greuelpropaganda przeciwko Adolfowi Hitlerowi za granicą (niepowieszony).

Jest i Emil Ludwig, który, jak się dowiadujemy, pisał zakłamane książki, gdzie każdy objaw bohaterstwa był traktowany pogardliwie. Wyjechał za granicę, „hecował” przeciwko Adolfowi Hitlerowi i kłamał (niepowieszony).