„Wiadomości Literackie” 1936, nr 42 (674).
Festiwal nacjonalizmu
Nürnberger Trichter221
Zanim jeszcze nastąpiło oficjalne otwarcie Parteitagu, Reichspressechef doktor Dietrich222 wydał herbatkę dla całej prasy, podczas której wygłosił dłuższe przemówienie. Powiedział to, co zawsze mówi się prasie: że jest potęgą (w ustrojach totalnych prasa dawno przestała w to wierzyć i wysłuchuje tych kłamliwych komplementów z pewną goryczą), potem wskazał, jakie powinny być konstruktywne zadania dziennikarstwa (znamy też te formułki, tak bardzo sprzeczne z założeniami prasy, jak ją rozumiano do roku 1917, czyli do czasu, kiedy poczęto mieć jej za złe chęć informowania czytelnika, a natomiast poczytywać za jedyny jej cel wtłaczanie rządowej propagandy), wreszcie zabłysnął kilkoma zwrotami, jakich nie powstydziłby się wojewoda z Rodziny Słonimskiego. Próbka: mówiąc o hitleryzmie jako o najnowszej, a zarazem najprawdziwszej formie demokracji, oznajmił, że w tym ustroju „wolność została osiągnięta na wyższym poziomie i stała się twórczą powinnością dla dobra społeczeństwa”. Tak!
Wieczorem w operze odbyło się przedstawienie, oczywiście Śpiewaków norymberskich223. Wstęp mieli tylko członkowie partii. Miał to być zapewne rodzaj partyjnych rekolekcji, nasiąkniecie wagnerowskim germanizmem i łatwizną norymberskich zestawień. Wyszli też tego wieczoru przywódcy ruchu świetnie wyszkoleni w śpiewaniu unisono, którym mieli zachwycać tłumy przez cały następny tydzień, no i przez cały rok. Kiedy siedziałem później na posiedzeniach kongresu partyjnego, często widziałem we współczesnych mówcach potomków Meistersingerów, przypominały mi się wszystkie anegdoty o naiwności i wzajemnej adoracji panującej wśród tych zacnych mieszczan, a nawet czasem uderzała mnie nuta prawdziwego natchnienia i rozsądku, jak gdyby na krużgankach klasztoru świętej Katarzyny wystąpił nagle jakiś nowy Hans Sachs224.
Wałęsałem się po mieście. Na zwiedzanie zabytków jest już późno, ale sklepy z upominkami są otwarte. Dla tych, co cierpią na perwersyjne zamiłowanie do szpetoty, ale są za to obdarzeni zmysłem humoru — mogą być one źródłem wielkiego używania. Mnie uderzyły szczególnie dwie rzeczy.
Ukochanym kwiatem Führera jest szarotka — jest to niewątpliwie znamienne i pokazuje dokładnie prawdziwie mieszczański charakter rewolucji narodowosocjalistycznej. Szarotki robi się z wszelkich możliwych materiałów i przypina się je wszędzie; na kapelusze, biusty i klapy od marynarek. Bywają egzemplarze ze szkiełkiem pośrodku i przez to szkiełko można coś zobaczyć. Nie wiem co, ale słyszałem okrzyki: Ach, wie süss225. Tak oto wygląda kraj pozbawiony żydowskiego sceptycznego sarkazmu.
Jakaś tradycja norymberska spowodowała, że wszędzie widać pocztówki przedstawiające dwóch średniowiecznych pedagogów, którzy wlewają za pomocą lejka wprost do głowy kretyńskiego chłopaka jakąś ciecz, przypuszczalnie skroploną mądrość. Ten lejek jest jakby nieurzędowym współherbem miasta. Nic nie wydało mi się bardziej odpowiednim symbolem dla Parteitagu niż właśnie ów Nürnberger Trichter. W stosunku do uczestników stosowano propagandę równie bezpośrednio, w sposób równie prostacki, nieco brutalny i znachorski, jak w stosunku do chłopczyka z pocztówki.
Forum
O jedenastej rano następuje uroczyste otwarcie kongresu w Luitpoldhalle. Mieści się ona za miastem i stanowi najstarszą część składową powstającego obecnie forum dla dorocznych pomp obecnego ustroju. Tam członkowie partii mają szukać pokrzepienia serc i wiary w potęgę swej sprawy przez przyszłe tysiąclecia. Mówię: tysiąclecia, gdyż rozmiary, koszty, spokój rozplanowania prac dają właśnie wrażenie już nie trwałości, ale niemal wieczności obecnego porządku rzeczy.