— Nie kołata nic... ucichło... Djabli go wiedzieli, że taki marny. Starego ino palcem tkniesz, juści po nim... A teraz co? Nikto nie uwierzy, że swoją śmiercią pomarł; toli skroń sczerniała już jak sadze. Dziewka gotowa do samego cesarza lecieć po sprawiedliwość... A nuż mię chwycą? I na taki trafunek trzeba liczyć; a wtedy? Miasto wesela i włości Assmannshausenów, topór i kat... Jakoś trza radzić, ale jak?...

Ścisnął głowę rękoma.

— Ot, głupi ja! Prawdziwie za wiele piłem... kłopoczę się, a niema o co.

Dźwignął ciało zabitego rycerza, naładował je na swe silne bary, wyszedł na ganeczek i bez namysłu rzucił prosto do Renu.

Plusnęło coś rozgłośnie, wir pochwycił zdobycz na wieczne nieoddanie. Rzeka nie zdradza tajemnic Foitsbergu; albo to jej pierwszyzna?

Rycerz Heribert zeszedł na dół powoli i stanął w progu izby biesiadnej.

— Gdzieżeś to chodził?

— Coś robił?

— Tak długo cię nie było.

— Mniemaliśmy, że już śpisz — wołali nań pijani towarzysze.