— Nie chcę jutro, chcę dziś. Przyrzeknijcie mi natychmiast!
— Nic nie przyrzekam; pijanyś jest; wyśpisz się, odpowiedź dam jutro.
Oczy Heriberta błysnęły czerwono, jak u wilka.
— No... pókim dobry... dajesz dziewkę, alboli nie?
— Dla zbója córki nie mam! — krzyknął Konrad, tracąc cierpliwość. — Idź spać, powiadam; sam nie wiesz, co język plecie.
To mówiąc, zwrócił się ku izbie... W tej chwili pięść twarda jak żelazo uderzyła go z całą siłą w skroń. Zachwiał się i runął na ceglaną podłogę.
— Ubiłem go, czy ino tak straszy? — mruknął Heribert, napół otrzeźwiony.
Wziął kaganek ze stołu i oświetlił twarz Konrada.
— Nie rusza się... oczy zawarte...
Przyłożył ucho do piersi.