Mały oddział przejechał środkiem wsi, nie napotkawszy żywej duszy. W polu nad stawkiem bawiło się kilkoro dzieci. Słysząc tętent, porwali się malcy na równe nogi i patrzyli z niemym podziwem na rycerza w srebrnolitej jace, z białem piórem u beretu, jadącego na bogato przystrojonym wierzchowcu.

Przystanął pan z Foitsbergu i patrzył na gromadkę, ale z twarzy jego łatwo wyczytać było można, że myśli nie tkwią w oczach, tylko daleko, daleko gdzieś odbiegły.

Chcąc mu się pochlebić, giermek skoczył z koniem między dzieci, zacinając niektóre biczem. Rozpierzchły się z krzykiem na wszystkie strony; nad brzegiem wody zostało tylko jedno, najmniejsze, dziewczynka trzyletnia może.

W rączkach, przyciśniętych kurczowo do piersi, trzymała pierwsze letnie jabłuszko, białą papierówkę. Wlepiła niebieskie oczka w twarz rycerza, jak struchlałe ptaszątko w srogiego jastrzębia.

Heribert uśmiechnął się.

— Kruszyna... jak się to boi... — pomyślał — nie umie uciekać, a tamte niecnoty odbiegły ją samiutką... Cisnę jej srebrnika, niech się raduje.

Rozwinął kieskę, wiszącą u pasa, dobył z niej mały pieniądz i rzucił dziecku pod nogi. Nie zrozumiało pańskiej łaski, dostrzegło tylko machnięcie ręki i padło buzią do ziemi, bezsilne z przerażenia. Zdrętwiałe rączki puściły jabłuszko, jabłuszko stoczyło się do wody.

Powieki rycerza drgnęły... uczucie litości musnęło jego serce na jedno okamgnienie. Zeskoczył z konia, sam nie wiedział, jak się to stało. Pochylił się nad wodą mętną u brzegu, a zanurzywszy w niej rękę, przeciągał palcami w prawo i w lewo; namacał jabłko i wydobył je całe zamulone. Bez namysłu otarł je do sucha połą swej drogocennej jaki.

— Maluśka, nie strachaj się... — przykląkł na jedno kolano i dźwignął dziewczynkę pod paszki. — Nie strachaj się, nic ci złego nie zrobię... Patrz, jabłuszko z wody wydostałem, i grosik ładny ci podaruję; widzisz, jaki świecący? Matusia kupią ci zań koraliki na jarmarku, albo wstążeczkę czerwoną. Nie boisz się pana, prawda?

Dziewczynka zaprzeczyła główką, podniosła znowu oczy na wspaniałego rycerza, ale już bez lęku, z ufnością... drobną rączyną objęła go za szyję i podsunęła liczko pod jego usta.