— Ave Maria.

Ojciec Bonifacy machnął niecierpliwie ręką i pobiegł drobnym kroczkiem, suwając nogami, prosto do celi opata.

Wszedł bez pukania, co miał raz na zawsze pozwolone.

— Wasza przewielebność raczy mię objaśnić, jakiego narodu synem jest ów człek nieznany, tak nad miarę łacno, bez niczyich poleceń, ani dokumentów przyjęty przez Was do klasztoru.

— Owszem, polecenia ma od najpotężniejszych protektorów — odpowiedział opat stanowczym tonem.

— Jego wysokość hrabia Renu? — szeptem zapytał zakonnik.

— Za mało...

— Jakto? Cesarz? Sam pan najmiłościwszy?

— Najmiłosierniejsza Pani...

— Zapewne z listem odręcznym?