— Zbrodzień bezecny... — poszedł pomruk między ludźmi — nie waży się pojrzeć na Zbawicielową sukienkę...

— Potwora... niechby go precz wygnali!

Jeden tylko pokutnik odprawiał spowiedź przed opatem i właśnie odchodził rozgrzeszony.

Pielgrzym ukląkł przy kracie, bijąc się w piersi...

Nazajutrz z rozkazu opata przyjęto go na próbę, i rozpoczął żywot zakonny. Przyprowadzony przez ojca Bonifacego, opiekuna i nauczyciela nowicjuszów, przykląkł na jedno kolano, jak widział, że inni czynili, i pocałował go w rękę.

— Skąd rodem, synu?

— Ave Maria.

— Pięknieć to i chwalebnie, że od uczczenia Najświętszej Panny mowę poczynasz — przychwalił ojciec Bonifacy — ale teraz odpowiedz pytanie: ktoś jest, jak się zowiesz i skąd przybywasz?

— Ave Maria.

— Zali cudzoziemcem jesteś? Nie rozumiesz, co mówię?