— Skądże to wiesz?

— Stanko biegał wczoraj na Prądnik. Powiada, że ino się mieni łąka od kwiecia, a pachnie... Oj, matusiu, dajcie nam iść do sadu!

— Tyle dale34? Nie puszczę. Jeszcze cię krowy pobodą, psy pokąsają. Słyszane rzeczy! Czego ci się zachciewa!

— Gdzie zaś krowy, gdzie zaś psy, matusiu! Pójdzie Stanko, pójdzie Jasiek Zaklika, pójdzie Przemko z Chrobrza i Maciek ze Służewa...

— A Hanka Wierzynkówna sama jedna z chłopakami? A to mi się córusia udała!

— Ciotka Rafałka obiecali...

— Co takiego?

— Że jak wy zezwolicie, to pójdą z nami.

— Skaranie boże z tą Rafałką! Że jej Pan Jezus własnych dziatek odmówił, to już cudzym schlebia, do wszelakich zbytków zgodna. Wiadomo, na pochyłe drzewo kozy skaczą.

— Matusieńko... pobieżemy duchem... ani się opatrzycie, już my tu.