— Widzicie go! Ledwie to chodzi, dwie piędzi37 mierzy, a dziewkom przygania.
— A tyś rosła jak dąb! W dziadkowej ciżmie38 z wygodą się prześpisz, jeszcze i Kostka przy tobie!
— Truteń jeden. Stanko! Nie daj siostry krzywdzić! No, ruszże się!
— Cichajcie! Niech ino ciotka usłyszy, że się swarzycie, zaraz do domu nawróci, cobyście tam bajkowali po próżnicy!
— Jam nie zaczynała — rzekła Hanusia.
— A mnie się ino tak wyrwało — zapewniał Maciek.
— No, to niechże będzie święta zgoda! A ty, Hanka, gadaj, coś miała gadać — zakończył spór Jasiek Zaklika.
— Ano, tedy chciałam rzec, żebyśmy na łące i w sadzie narwali kwiatów, ile tylko unieść zdołamy. Ale to musi być strasznie dużo! A skoro przyjdziemy do dom... — Tu się zacięła, jakby się nad czymś namyślając.
— No, a jak wrócimy do domu, to co?
— To złożymy kwiatki w chłodzie... skropimy wodą... i... będziemy czekać.