— Patrzajcie, jak się tłoczą! Jak się popychają! A wygraża jedno drugiemu... a szturchają się... jeszcze nic do widzenia nie ma, a oni się już zabijają. A co potem będzie?
— Nie widzisz to halabardników, jak porządek czynią? O, jaka szeroka droga zostawiona środkiem na przejazd!
— Pachołcy miejscy trzymają się za ręce i sznurem, żeby naród nie zastępował drogi.
— A ta gruba niewiasta pod łokieć mu się wpycha, chce w pierwszy rząd.
— Oho, zwalił ją po karku... To ci wrzeszczy dopiero!
— Cały dach u świętego Wojciecha dzieci jak wróble obsiadły!
— A na Sukiennicach widzisz, jak się roi?
— A na dachach!
— A w dymnikach!
— No, jakże? Wżdy i nas tu kilkoro na strychu. Widno inni ten sam rozum mieli.