Dziadek, mąż i ojciec wpadli w jej mowę.
— Smutnego?... Po co? — spytał cesarz.
— Zepsuje nam ino uciechę — dodał Kazimierz.
— Nie trzeba, nie trzeba. Wesołej chcemy piosenki! — stanowczo zawołał Bogusław.
— Rozumiałam, że gdy wybór mojej woli zostawiony... — rzekła Elżbieta. — Ja tak lubię smutne pieśni...
— Niech się więc stanie według twego żądania — zawyrokował cesarz, całując rączkę małżonki.
Zwrócony ku pani młodej, śpiewak potrącał z lekka struny lutni, widocznie przygotował sobie same weselne i biesiadne piosenki, toteż zaskoczony niespodziewanym żądaniem, brzdąkał przegrywkę, przymrużając oczy, i szukał w pamięci.
Statek płynie
Po głębinie
Morskich fal.