W toni skryta
Śmierć go wita:
Tu twój dom!
— A widzisz? Trzeba ci było rodzica słuchać! Teraz płaczesz...
— Ja lubię płakać, panie ojcze.
— Dajże ci, Boże, zdrowie z takim lubieniem! Inom spojrzał na onego, już mię na wnętrzu zemdliło. Taki blady, włosy w kędziorach jak u dziewki, to i kwili niczym czajka.
— Panie ojcze, on bardzo pięknie śpiewał! — oburzyła się Elżbieta.
Otarła szybko oczy, odpięła z ramienia bogato haftowaną wstęgę i wraz z przepinką wysadzaną szafirami podała ją śpiewakowi, zapewniając go uprzejmymi słowy, że piosenka, acz bardzo smutna, nadzwyczaj się jej podobała. Ten zaś, przykląkłszy na jedno kolano, z uwielbieniem dziękował.
— Oho, nie damy ci długo nad onym żeglarzem lamencić! — zawołał król Kazimierz do wnuczki. — Hej, pieśniarzu! Krakowskiego! A od ucha! Jak się dobrze sprawisz, nagroda cię nie minie.
Grajek rzucił lutnię na ławę, poskoczył do drugiej izby i natychmiast wrócił ze skrzypcami w ręku. Przytupnął nogą jak do tańca, przejechał smyczkiem po strunach i zaśpiewał: