— Z dawna już nauczyłem ją dziękować tymi słowy, gdy coś dobrego do jedzenia dostaje, i spodziewam się, że się moich nauk przed waszymi miłościami dziś nie powstydzę. Spróbuję jeszcze jednej krotofili. Bella! Pokaż, jak pan kicha?

— A pcich, a pcich...

— Na zdrowie! — wrzasnął błazen Wyrwał w samo ucho papudze.

Biedny ptak spłoszony i przerażony zerwał się z drążka, bijąc skrzydłami, frunął na oślep w kąt sali i tak się gdzieś podział między sosenkami, że ani jednego piórka dojrzeć nie było można.

— Pozamykajcie czym prędzej wszystkie okna! — krzyknął Wierzynek. — Szczęście, że z izby nie wyleciała.

— Hej, chłopcy! — zawołał król Kazimierz. — Odstawić na bok choiny. Ino ostrożnie, coby ptaszka nie urazić.

Paziowie królewscy poskoczyli żywo do roboty.

— A słowo stało się ciałem! Ptaszka mamy szukać? A którego? Ano dwa ich tu siedzi społem w kąciku! — zawołał Jurek Szeyn, najstarszy z paziów.

— Jeden biały, drugi czerwony!

— A czerwony piastuje białego!