— Sprawiedliwie mówię i jeszcze raz powtarzam, że nader łacno uczy się naśladować mowę ludzką. Nieraz wcale dorzecznie na pytanie odpowiada.
— Czemuż teraz milczy?
— Bo zalękniona. W ciemnej skrzyni dworzanin mój trzymał ją w sieni przez kilka godzin, teraz nagle tyle narodu przed sobą spostrzega, to i nie dziwota, że trwożna.
— Jakże się wabi? — spytała pani Janowa.
— Ród jej zowie się ara, że zaś jest piękna, po italsku bella, zatem ją wołam Arabella.
Słysząc wymówione swoje imię, papuga przekrzywiła główkę i spojrzała badawczo na swego pana.
— Może wasza przewielebność zechce ją poczęstować jaką słodyczą. Pewnie się ośmieli i pokaże, co umie.
Nuncjusz wziął z tacy połówkę brzoskwini i podał ją papudze. Panna Arabella, trzymając się mocno drążka lewą łapką, ujęła w szpony prawej brzoskwinię, dzióbnęła parę razy soczysty owoc, mlaskając twardym języczkiem z miną prawdziwego smakosza, spojrzała jego przewielebności figlarnie w oczy i nosowym głosem braciszka-kwestarza wymówiła wyraźnie:
— Gratias tibi, domine!60
— Nie do wiary... Nie do wiary... — powtarzał zdumiony staruszek, a wszyscy zgromadzeni spoglądali na mądrego ptaka podejrzliwie. Wszak złe duchy rozmaite przybierają postacie... Kto wie... Gdzieś aż z Afryki...