— Juści, we trzech zleziemy na dół dla usługi waszej wielmożności. Pan starosta wczoraj się spóźnił, musiał nocować w zajeździe, a to kocię każe se bramę otwierać! Uciekaj, pókim dobry.
— A oknem wolno? — zapiszczał chłopiec.
Wachmistrz parsknął śmiechem.
— Ojoj... coby nie? Nawet ci całe otworzę.
— Bóg wam zapłać!
Odsadził się dla rozpędu... coś czarnego stało pod murem na boku... Wawrzuś przeżegnał się i pomknął jednym tchem, jak szalony po pochyłej szkarpie469...
Złapał się futryny.
— Wciągnijcie mnie do izby, jeśli łaska!
— Jak Pana mego... nie trzeba po cudach chodzić!
Wachmistrz trącił nogą drzwi do drugiej izby.